top of page
  • Marek Magiera

Klasyka gatunku

2023-01-23


Niedawno w studio Magazynu 7 Strefa w Polsacie Sport gościł Przewodniczący Rady Nadzorczej PLS, przed laty legendarny prezes AZS-u Częstochowa Andrzej Gołaszewski. Oj przypomniały się stare piękne czasy, gdzie wrzało w naszym siatkarskim kociołku aż miło, a wszystko za sprawą rywalizacji jego AZS-u z Mostostalem Kędzierzyn Koźle, która nazywana była wówczas „świętą wojną”.


Jakiś czas temu do tej rangi próbowano sprowadzić rywalizację klubów z Rzeszowa i Bełchatowa, ale to już nie było to samo, co nie zmienia faktu, że rywalizacja między nimi była ostra nie tylko na boisku, ale też obok niego – w różnych gierkach – ot choćby na trybunach. Pamiętają państwo słynną sektorówkę z napisem „game over” i późniejszą odpowiedź „to my decydujemy kiedy jest game over”? Zawsze takie historie ubarwiają rozgrywki i mają swój niepowtarzalny klimat, tym bardziej, że w starych czasach dbali o to zawodnicy, którzy swoimi wypowiedziami prowokowali rywali i ich kibiców. Teraz tego praktycznie nie ma, a wynika to głównie z faktu, że rotacje zawodników między klubami są bardzo częste. Dwadzieścia lat temu było wiadomo, że jak jest Świderski i Papke – to w życiu nie przejdą z Kędzierzyna Koźla do Częstochowy (choć próby były), tak samo jak pewne było, że w drugą stronę nie ruszą się Gruszka, czy Murek. Raz Michał Chadała zamienił AZS na Mostostal i został w mieście pod Jasną Górą wręcz znienawidzony. Trochę inaczej było kilka lat później, kiedy ikona Mostostalu Robert Szczerbaniuk trafił do AZS-u. Kibice w Kędzierzynie Koźlu jakoś specjalnie za złe mu tego nie mieli, bo już klimat rywalizacji między obydwoma klubami był inny. Ciekawostka jest taka, że popularny „Benek” miał pod górkę z częstochowskimi kibicami, którzy pamiętali mu stare czasy i długo nie chcieli go zaakceptować w klubie. Siatkarz przeprosił się z kibicami swoją dobrą grą, jakiś czas to trwało, skończyło się skandowaniem nazwiska Szczerbaniuka po zwycięskim – też na swój sposób historycznym – meczu z Iskrą Odińcowo. Do meczu klubów z Częstochowy i Kędzierzyna Koźla w najwyższej klasie rozgrywkowej szybko nie dojdzie, w tej chwili – parafrazując słowa klasyka – to dwa różne systemy walutowe. Piszę to jako częstochowianin z dziada pradziada i człowiek, który pokochał siatkówkę wychowując się na meczach AZS-u w hali Polonia, czy wcześniej w malutkiej salce Politechniki. I szczerze zazdroszczę kibicom z Bełchatowa i Rzeszowa, że mogą się emocjonować rywalizacją swoich klubów. Pokazał to ich ostatni mecz na Podpromiu, gdzie atmosfera przypominała tę iście mistrzowską z lat, kiedy Resovia i Skra regularnie biły się o ligowe tytuły i medale. A pozostałym życzę, żeby też doczekały się swoich klasyków.

Marek Magiera

bottom of page