• Marek Magiera

Porażka jest sierotą...

2021-08-09



Piąty raz z rzędu pożegnaliśmy się z turniejem olimpijskim siatkarzy na etapie ćwierćfinału i to nie dlatego, że ciąży na nas jakaś klątwa, tylko dlatego, że byliśmy słabsi od Francuzów, tak samo jak słabsi byliśmy od Brazylijczyków w Atenach, Włochów w Pekinie, Rosjan w Londynie i Amerykanów w Rio de Janeiro. Ot wszystko. Sport. Prawdziwy sport i jego różne odcienie. Po porażce z Francją pojawiło się wiele analiz i jeszcze więcej pytań - dlaczego stało się tak jak się stało? Odpowiedź jest prosta. Byliśmy bez formy. Na pytania dlaczego niech odpowiada Vital Heynen. Na razie jego tłumaczeń nie kupuję. Bo co to za usprawiedliwienie, że w grupie nie mieliśmy zbyt wymagających rywali? Przecież o tym z kim będziemy grać na Igrzyskach Olimpijskich wiedzieliśmy ponad rok temu. Nie kupuję też teorii, że nie zagraliśmy tego co zawsze, bo zabrakło nam zdrowego i będącego w dobrej formie Michała Kubiaka i że tylko z nim w składzie mogliśmy wypaść lepiej. Moim zdaniem ta teza obraża pozostałych zawodników. Ostatecznie złoto zdobyli Francuzi. W finale ograli Rosjan 3:2. W swoim składzie mieli człowieka o którym można powiedzieć wszystko, ale siatkarzem jest wyjątkowym. Ma w sobie ten pierwiastek geniuszu, który cechuje tylko i wyłącznie najlepszych. Na Igrzyskach niesamowicie napisała się historia Argentyny, która spięła klamrą dwa turnieje, ten w Seulu 1988 i ten teraz. W obu przypadkach na wszelkie sposoby odmieniane było nazwisko Conte. Ojciec i syn. Hugo 33 lata temu i Facundo teraz. Ale prawdziwym liderem Argentyny był w Tokio Luciano De Cecco. Dzisiaj bezapelacyjnie najlepszy rozgrywający na świecie. Brawo Argentyno! Brawo Francjo! I brawo Rosjo! Smak srebra po takich meczach jak ten z Francją jest wyjątkowo cierpki, ale to trwa tylko chwilę. Medal olimpijski zawsze jest wielką wartością niezależnie od koloru kruszcu. Mieć go w sportowym CV to marzenie każdego siatkarza. Dla wielu marzenie nigdy niespełnione. A taki Maksim Michajłow ma wszystkie trzy - złoty, srebrny i brązowy. Marek Magiera