• Marek Magiera

Deser bez przystawki

2013-07-22


Rosja zdemolowała Brazylię w finale Ligi Światowej. Przyznam się, że nie spodziewałem się takiego rozstrzygnięcia. Jeszcze w sobotę gotów byłbym postawić prawie wszystkie pieniądze, że będzie odwrotnie. Na szczęście hazardzistą nie jestem, nic nie straciłem, a wręcz przeciwnie – zyskałem kolejne ciekawe doświadczenie, że w sporcie, a szczególnie w siatkówce niczego nie można być pewnym. Pod warunkiem, że się walczy. Do końca. Do ostatniego meczu, do ostatniej piłki.


Coś na ten temat pewnie mogliby powiedzieć nasi siatkarze, którzy w glorii i chwale wrócili z Uniwersjady w Kazaniu. Pierwszy medal tej imprezy wywalczony po 20 latach przez nasz zespół musi smakować wyjątkowo i pewnie tak smakuje, ale… Ja jestem rozczarowany. Nie srebrem, tylko podejściem do finałowego spotkania z Rosją, w którym nasi siatkarze byli – delikatnie rzecz ujmując – tylko tłem dla gospodarzy. Przegrać z Rosją, to żaden wstyd i wszyscy o tym wiemy, mnie martwi, że  w ogóle nie podjęliśmy z nimi walki zadowalając się samym awansem do finału. Mam nieodparte wrażenie, że dla nas turniej skończył się po półfinale z Ukrainą i nie jestem tego w żaden sposób pojąć. Wchodząc w skórę naszych graczy długo zastanawiałem się jak to jest, że wielu z nich mając jedną niepowtarzalną szansę – może jedyną w karierze (oby tak nie było) – na osiągnięcie czegoś wyjątkowego, w ogóle z tej szansy nie skorzystało, nie spróbowało tego zrobić. Zaraz po meczu na twitterze napisałem, że nic mnie tak nie wkurza jak minimalizm, odnosząc się oczywiście do tego, co zobaczyłem w finale Uniwersjady. To zdanie wywołało dość ostrą dyskusję, kilka osób stwierdziło nawet, że „krytykanctwo i narzekactwo”, to nasza cecha narodowa. Może i tak, ale ja naprawdę nikogo nie zamierzam krytykować, ani tym bardziej na nikogo narzekać. Po prostu nie rozumiem, jak można oddać złoty medal praktycznie bez walki i to w sytuacji, kiedy tak naprawdę w turnieju brały udział dwie poważne drużyny, właśnie Rosja i Polska.

Oglądając finał Uniwersjady poczułem się trochę tak jak w 2006 roku, kiedy po 30 latach nasi siatkarze stanęli na drugim stopniu podium mistrzostw świata. Srebrny medal był ogromnym sukcesem zawodników i trenera Raula Lozano. Tamto starcie z Brazylią obejrzałem w sumie chyba ze dwadzieścia razy i za każdym dochodziłem do wniosku, że w naszej drużynie  coś pękło po… wygranym półfinale z Bułgarią. Sam finał, który miał, albo raczej powinien być daniem głównym, został zamieniony na słodki deser, który został skonsumowany jeszcze przed podaniem przystawki.,


Marek Magiera